{"id":1400,"date":"2021-01-20T17:44:52","date_gmt":"2021-01-20T16:44:52","guid":{"rendered":"http:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/?page_id=1400"},"modified":"2021-01-20T17:45:55","modified_gmt":"2021-01-20T16:45:55","slug":"cyprian-norwid-czarne-kwiaty","status":"publish","type":"page","link":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/cyprian-norwid-czarne-kwiaty\/","title":{"rendered":"Cyprian Norwid &#8211; Czarne kwiaty"},"content":{"rendered":"\n<p>\u2026Mo\u017cnaby ciekawe w tym wzgl\u0119dzie rzeczy tu zapisa\u0107, ale zaraz wstr\u0119t cofa pi\u00f3ro i przychodzi na my\u015bl zapytanie, czy warto!\u2026 Przy poj\u0119ciach albowiem wsp\u00f3\u0142czesnych o czytelnictwie i o tw\u00f3rczo\u015bci pi\u015bmiennej zatracone jest prawie uczucie, kiedy pisarz stara si\u0119 unikn\u0105\u0107 stylu, przez uszanowanie dla rzeczy opisywanej, a z siebie samej zupe\u0142nej i zajmuj\u0105cej; kiedy za\u015b przeciwnie, nie dopracowawszy formy, styl zaniedbuje\u2026 Kiedy chodzi po ziemi, okazuj\u0105c jak nisko zst\u0105pi\u0107 potrafi\u0142; kiedy za\u015b r\u00f3wnie\u017c nisko st\u0105pa przeto, i\u017c wznie\u015b\u0107 si\u0119 wy\u017cej nie m\u00f3g\u0142? Te rozr\u00f3\u017cni\u0107 odcienia, tak dla pewnych os\u00f3b jednoznacz\u0105ce, rzadki bardzo czytelnik dzi\u015b potrafi i dlatego niebezpiecznie jest w jak\u0105kolwiek now\u0105 drog\u0119 na cal jeden post\u0105pi\u0107 i dlatego najbezpieczniej jest wk\u00f3\u0142ko, jedne i te\u017c same motywa i formy proporcjonowa\u0107 tylko, nic nie wznowiwszy, ani dodawszy, ani na nic si\u0119 nie odwa\u017cywszy.<br>S\u0105 wszelako w ksi\u0119dze \u017cywota i wiedzy ust\u0119py takie, dla kt\u00f3rych formu\u0142 stylu niema i to w\u0142a\u015bnie sztuka jest niema\u0142a odda\u0107 je i zbli\u017cy\u0107 takiemi, jakiemi s\u0105. Maj\u0105\u017c one pozosta\u0107 zanikni\u0119temi osobistemi nabytkami przez obaw\u0119 rubasznego krytyka, przywyk\u0142ego do dw\u00f3ch tylko formu\u0142, na wszelki p\u0142\u00f3d wyci\u0119tych, jako obowi\u0105zuj\u0105ce malarzy pokojowych wyci\u0119te patrony\u2026<br>Pierwsz\u0105 z tych formu\u0142 jest jaki\u015b ksi\u0105\u017ckowy klasycyzm, o kt\u00f3rym Grek peryklejski, ani Rzymianin za Cezara czas\u00f3w bynajmniej nie wiedzia\u0142, drug\u0105 pewne formu\u0142y czasowe dziennikarskie, to jest proste, techniczne wypadki, z rozwini\u0119cia druku samego powsta\u0142e. Jedna z tych ram wszystko obj\u0105\u0107 jest w stanie mniej \u0142\u0105czno\u015bci\u0105 pomi\u0119dzy ksi\u0105\u017ck\u0105 a \u017cywotem, druga wszystko, mniej istot\u0105 \u017ar\u00f3de\u0142, z kt\u00f3rych ono wszystko p\u0142ynie.<br>St\u0105d to niezawodnie snadniej dzi\u015b upowszechni si\u0119 udany pami\u0119tnik \u015bredniowieczny, ni\u017c fakt sp\u00f3\u0142czesny, sumienie obowi\u0105zuj\u0105cy, nale\u017cny mu wp\u0142yw wywrze i nale\u017cn\u0105 zachowa powag\u0119. Jako\u017c czytelnicy podobni s\u0105 w tem do osoby oddalonej od przyjaciela swego, a maj\u0105cej wizerunek jego na pami\u0105tk\u0119, kt\u00f3ra, gdy on przyjaciel z drogi wraca, \u00abnie przeszkadzaj\u017ce mi\u00bb rzecze jemu \u00abbowiem oto godzina jest, w kt\u00f3rej na portret patrze\u0107 zwyk\u0142am, listy w\u0142a\u015bnie \u017ce pisa\u0107 maj\u0105c\u00bb.<br>\u2026To, pami\u0119tam, jednego razu w Rzymie z katakumb powraca\u0142em, gdzie cz\u0119sto patrze\u0107 lubi\u0142em na pozosta\u0142e freski pierwochrze\u015bcija\u0144skie, rzecz, o kt\u00f3rej tu napoczyna\u0107 nie chc\u0119, bo to by\u0142aby historja bardzo d\u0142uga, o ka\u017cdym znaku i o ka\u017cdej linji, w tych rysunkach u\u017cywanej, ale tyle tylko oto wspomn\u0119, i\u017c to ogromne podziemne miasto z napisami i rysunkami swemi okaza\u0142o mi, jako przez ca\u0142e akta dramatu tego seraficznie krwawego nie by\u0142a prawie jedna kropelka krwi wylana bez uszanowania jej i omodlenia braterskiego wsp\u00f3\u0142wyznawc\u00f3w. Te szk\u0142a, dzi\u015b b\u0142\u0119kitno-krzemiennej barwy, kt\u00f3re jako ampu\u0142ki rozbite (albo i ca\u0142e) w katakumbowych sarkofagach, do p\u00f3\u0142ek bibljoteki podobnych, tu i \u00f3wdzie le\u017c\u0105, b\u0142ogie robi\u0105 wra\u017cenie, \u015bwiadcz\u0105c, jako zbierano rozpry\u015bni\u0119t\u0105 po \u015bcianach katowni i schodach gmach\u00f3w publicznych krew m\u0119cze\u0144sk\u0105. Tak j\u0105 szafowano szeroko i wspaniale, jako owczarni krew bogaty pan szafowa\u0107 mo\u017ce \u2014 a tak sk\u0105pi jej byli!!\u2026<br>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .<br>\u2026To oko\u0142o tego czasu spotka\u0142em by\u0142 zst\u0119puj\u0105cego ze schod\u00f3w hiszpa\u0144skich, pochylonego jako starca i kijem pomagaj\u0105cego chodowi swemu Stefana Witwickiego \u2014 \u015bliczna, m\u0142odo\u015bci jakiej\u015b wiecznej pe\u0142na twarz jego i w\u0142osy, jak z hebanu mistrzowsko wyczesane ornamentacje, w grubych partjach na ramiona sp\u0142ywaj\u0105ce, szczeg\u00f3lniej wygl\u0105da\u0142y przy tym sposobie wleczenia si\u0119 o kiju, bardzo zgrzybia\u0142ym starcom jedynie w\u0142a\u015bciwym. Nied\u0142ugo potem odwiedzi\u0142em go by\u0142 w mieszkaniu jego, ale ju\u017c to zasz\u0142o przed \u015bmierci\u0105 jego na jaki tydzie\u0144. Le\u017ca\u0142 ubrany, jak zwykle, na kanapie, m\u0119czy\u0142o go m\u00f3wienie, spogl\u0105da\u0142 tym samym wzrokiem, niezwyk\u0142\u0105 zawsze jasno\u015b\u0107 i zarazem kropl\u0119 \u0142zy maj\u0105cym w sobie, tudzie\u017c podnosi\u0142 si\u0119 niekiedy, podaj\u0105c r\u0119k\u0119 komu, aby go przeprowadzi\u0142 po pokoju. Tak to spojrzawszy ku mnie, wchodz\u0105cemu do\u0144, przywita\u0142 mi\u0119, a wyci\u0105gn\u0105wszy r\u0119k\u0119, posun\u0105\u0142 mi po ziemi le\u017c\u0105c\u0105 przy kanapie pomara\u0144cz\u0119, kt\u00f3r\u0105 (\u017ce zwyczaj mia\u0142 mnie i Gabrjelowi R\u00f3\u017cnieckiemu), jak mu si\u0119 co w pracach naszych podoba\u0142o, przynosi\u0107 cygara i fraszki jakie) uprzejmie przyj\u0105\u0142em i podnios\u0142em. Gabrjel w\u0142a\u015bnie \u017ce by\u0142 tam, bo on do ostatniej chwili ca\u0142e noce przy \u015b. p. Stefanie, ju\u017c zupe\u0142nie zdefigurowanym osp\u0105, siadywa\u0142, us\u0142ugi wszelkie mu oddaj\u0105c. Ot\u00f3\u017c Stefan Witwicki da\u0142 zrozumie\u0107 Gabrjelowi, \u017ce chce z kanapy wsta\u0107, a ten mu r\u0119k\u0119 poda\u0142 i zacz\u0119li wko\u0142o pokoju powoli obchodzi\u0107\u2026 Tak to wlok\u0105c si\u0119, po pierwszy raz Witwicki wpad\u0142 w lekki, bardzo b\u0142ogi, ale widzialny ob\u0142\u0119d \u2014 i zacz\u0105\u0142 tu i owdzie wskazywa\u0107 r\u0119k\u0105 i zatrzymywa\u0107 si\u0119:<br>\u00ab\u2026A oto (m\u00f3wi\u0142) co to za kwiat jest?\u2026 Ten kwiat, prosz\u0119 ci\u0119 (a nie by\u0142o kwiat\u00f3w w mieszkaniu), jak to si\u0119 nazywa ten kwiat u nas?\u2026 To tego pe\u0142no jest w Polsce\u2026 I te kwiaty\u2026 i tamte tak\u017ce kwiaty\u2026 to jako\u015b u nas zwyczajnie nazywaj\u0105\u2026\u00bb \u2009Potem ju\u017c odwiedza\u0142em Witwickiego, kiedy le\u017ca\u0142 zdefigurowany panuj\u0105c\u0105 pod\u00f3wczas osp\u0105 i ju\u017c nic nie m\u00f3g\u0142 m\u00f3wi\u0107. Niewiele przed \u015bmierci\u0105 Witwickiego umar\u0142 jenera\u0142 Klicki, ca\u0142e dnie i noce otaczany, nieledwie zbiorem wszystkich Polek i Polak\u00f3w, pod\u00f3wczas tam bawi\u0105cych, co wspomnienie zostawia r\u00f3wno szacowne i rzadkie.<br>Ile razy przypominam sobie ostatnie rozmowy z osobami, co ju\u017c w niewidzialny \u015bwiat odesz\u0142y, zmar\u0142szy tu, tyle razy nie wiem, jak pomin\u0105\u0107 to, co ze zbioru razem wspomnie\u0144 tych, samo czasem zdaje si\u0119 okre\u015bla\u0107 i dlatego w\u0142a\u015bnie w dagerotyp raczej pi\u00f3ro zamieniam, aby wierno\u015bci nie uchybi\u0107 \u2014 inaczej przysz\u0142oby mi bowiem zacytowa\u0107 s\u0142owa jedyne Voltaire\u2019a, jakie kiedykolwiek na my\u015bl mi przychodz\u0105, lub przychodzi\u0142y z autora tego, a te s\u0105:<br>\u00abJe tremble!\u2026 Car ce que je vais dire<br>Ressemble \u00e0 un systeme\u00bb.<br>(Voltaire).<br>Mo\u017ce te\u017c to najfilozoficzniejszy filozofa tego apoftegmat.<br>To \u2014 p\u00f3\u017aniej, p\u00f3\u017aniej \u2014 w Pary\u017cu Fryderyk Chopin mieszka\u0142 przy ulicy Chaillot, co, od P\u00f3l Elizejskich wg\u00f3r\u0119 id\u0105c, w lewym rz\u0119dzie dom\u00f3w, na pierwszem pi\u0119trze mieszkania ma z oknami na ogrody, i Panteonu kopu\u0142\u0119 i ca\u0142y Pary\u017c\u2026 jedyny punkt, z kt\u00f3rego napotykaj\u0105 si\u0119 widoki cokolwiek zbli\u017cone do tych, kt\u00f3re w Rzymie napotykasz. Tak\u017ce te\u017c i Chopin mia\u0142 mieszkanie z widokiem takim, kt\u00f3rego to mieszkania g\u0142\u00f3wn\u0105 cz\u0119\u015bci\u0105 by\u0142 salon wielki o dw\u00f3ch oknach, gdzie nie\u015bmiertelny fortepian jego sta\u0142, a fortepian bynajmniej wykwintny, do szafy lub komody podobny, \u015bwietnie ozdobiony jak fortepiany modne, ale owszem tr\u00f3jk\u0105tny, d\u0142ugi, na nogach trzech, jakiego, zdaje mi si\u0119, ju\u017c ma\u0142o kto w ozdobnem u\u017cywa mieszkaniu. W tym salonie jada\u0142 te\u017c Chopin o godzinie pi\u0105tej, a potem zst\u0119powa\u0142 jak m\u00f3g\u0142, po schodach i do Bulo\u0144skiego lasku je\u017adzi\u0142, sk\u0105d wr\u00f3ciwszy, wnoszono go po schodach, i\u017c wg\u00f3r\u0119 sam i\u015b\u0107 nie m\u00f3g\u0142. Tak jada\u0142em z nim i wyje\u017cd\u017ca\u0142em po wielokro\u0107 \u2014 i raz do Bohdana Zaleskiego, kt\u00f3ry w Passy mieszka\u0142, wtedy po drodze wst\u0105pili\u015bmy, nie wchodz\u0105c do\u0144 na g\u00f3r\u0119 do mieszkania, bo nie by\u0142o komu Chopina wnie\u015b\u0107, ale pozostaj\u0105c w ogr\u00f3dku przed domem, gdzie male\u0144ki jeszcze w\u00f3wczas poety synek na trawniku si\u0119 bawi\u0142\u2026<br>Od zdarzenia tego ubieg\u0142o wiele czasu, a ja nie zachodzi\u0142em do Chopina, wiedz\u0105c tylko zawsze, jak si\u0119 ma i \u017ce siostra jego z Polski przyby\u0142a. Nareszcie zaszed\u0142em razu jednego i odwiedzi\u0107 go chcia\u0142em. S\u0142u\u017c\u0105ca francuska powiada mi, \u017ce \u015bpi; uciszy\u0142em kroku, karteczk\u0119 zostawi\u0142em i wyszed\u0142em. Ledwo par\u0119 zst\u0105pi\u0142em schod\u00f3w, s\u0142u\u017c\u0105ca powraca za mn\u0105, m\u00f3wi\u0105c, i\u017c Chopin, dowiedziawszy si\u0119, kto by\u0142, prosi mi\u0119; \u017ce jednem s\u0142owem nie spa\u0142, ale przyjmowa\u0107 nie chce. Wszed\u0142em wi\u0119c do pokoju, obok salonu b\u0119d\u0105cego, gdzie sypia\u0142 Chopin, bardzo wdzi\u0119czny, i\u017c widzie\u0107 mi\u0119 chcia\u0142, i zasta\u0142em go ubranego, ale do p\u00f3\u0142 le\u017c\u0105cego w \u0142\u00f3\u017cku z nabrzmia\u0142emi nogami, co, \u017ce w po\u0144czochy i trzewiki ubrane by\u0142y, odrazu pozna\u0107 mo\u017cna by\u0142o. Siostra artysty siedzia\u0142a przy nim, dziwnie z profilu do\u0144 podobna\u2026 On, w cieniu g\u0142\u0119bokiego \u0142\u00f3\u017cka z firankami na poduszkach oparty i okr\u0119cony szalem, pi\u0119kny by\u0142 bardzo tak, jak zawsze, w najpowszedniejszego \u017cycia poruszeniach maj\u0105c co\u015b sko\u0144czonego, co\u015b monumentalnie zarysowanego\u2026 co\u015b, co albo arystokracja ate\u0144ska za religj\u0119 sobie uwa\u017ca\u0107 mog\u0142a by\u0142a w najpi\u0119kniejszej epoce cywilizacji greckiej, albo to, co genjalny artysta dramatyczny wygrywa np. na klasycznych tragedjach francuskich, kt\u00f3re, lubo nie s\u0105 do staro\u017cytnego \u015bwiata przez ich teoretyczn\u0105 og\u0142ad\u0119 podobne, genjusz wszelako takiej np. Racheli umie je unaturalni\u0107, uprawdopodobni\u0107 i rzeczywi\u015bcie uklasyczni\u0107\u2026 Tak\u0105 to naturalnie apoteotyczn\u0105 sko\u0144czono\u015b\u0107 gest\u00f3w mia\u0142 Chopin, jakkolwiek i kiedykolwiek go zasta\u0142em\u2026 Ow\u00f3\u017c przerywanym g\u0142osem dla kaszlu i d\u0142awienia wyrzuca\u0107 mi pocz\u0105\u0142, \u017ce tak dawno go nie widzia\u0142em; potem \u017cartowa\u0142 co\u015b i prze\u015bladowa\u0107 mi\u0119 chcia\u0142 najniewinniej o mistyczne kierunki, co, \u017ce mu przyjemno\u015b\u0107 robi\u0142o, dozwala\u0142em; potem z siostr\u0105 jego m\u00f3wi\u0142em; potem by\u0142y przerwy kaszlu, potem moment nadszed\u0142, \u017ce nale\u017ca\u0142o go spokojnym zostawi\u0107, wi\u0119c \u017cegna\u0142em go, a on, \u015bcisn\u0105wszy mi\u0119 za r\u0119k\u0119, odrzuci\u0142 sobie w\u0142osy z czo\u0142a i rzek\u0142: \u00ab\u2026Wynosz\u0119 si\u0119!\u2026\u00bb i pocz\u0105\u0142 kaszla\u0107, co ja, jako m\u00f3wi\u0142, us\u0142yszawszy, a wiedz\u0105c, i\u017c nerwom jego dobrze si\u0119 robi\u0142o, silnie co\u015b czasem przecz\u0105c, u\u017cy\u0142em onego sztucznego tonu i, ca\u0142uj\u0105c go w rami\u0119, rzek\u0142em, jak si\u0119 m\u00f3wi do osoby silnej i m\u0119stwo maj\u0105cej: \u00ab\u2026Wynosisz si\u0119 tak co rok\u2026 a przecie\u017c chwa\u0142a Bogu ogl\u0105damy ci\u0119 przy \u017cyciu\u00bb.<br>A Chopin na to, ko\u0144cz\u0105c przerwane mu kaszlem s\u0142owa, rzek\u0142: \u00abM\u00f3wi\u0119 ci, \u017ce wynosz\u0119 si\u0119 z mieszkania tego na plac Vend\u00f4me\u2026\u00bb<br>To by\u0142a moja ostatnia z nim rozmowa, wkr\u00f3tce bowiem przeni\u00f3s\u0142 si\u0119 na plac Vend\u00f4me i tam umar\u0142, ale ju\u017c go wi\u0119cej po onej wizycie na ulicy Chaillot nie widzia\u0142em\u2026<br>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .<br>\u2026Przed \u015bmierci\u0105 jeszcze Chopina zaszed\u0142em by\u0142 raz na ulic\u0119 Pontieu przy Elizejskich Polach do domu, kt\u00f3rego od\u017awierny z uprzejmo\u015bci\u0105 odpowiada\u0142, ile razy kto zachodz\u0105c pyta\u0142, go, jak si\u0119 Monsieur Jule ma\u2026 Tam, na najwy\u017cszem pi\u0119trze pokoik by\u0142, ile mo\u017cna, najskromniej umeblowany, a okna jego dawa\u0142y na przestrze\u0144, jak\u0105 si\u0119 z wysoko\u015bci zawsze widuje, tem jednem tylko upi\u0119kszon\u0105, i\u017c czerwone s\u0142o\u0144ca zachody w szyby bi\u0142y \u0142unami swemi. Kilka doniczek z kwiatami na ganku przed oknami temi sta\u0142o, a o\u015bmielone przez mieszka\u0144ca wr\u00f3ble zlatywa\u0142y tam i szczebiota\u0142y. Obok drugi male\u0144ki by\u0142 pokoik \u2014 to sypialnia.<br>By\u0142o to wi\u0119c oko\u0142o pi\u0105tej godziny po po\u0142udniu, kiedy przedostatni raz by\u0142em tam u Juljusza S\u0142owackiego, kt\u00f3ry w\u0142a\u015bnie ko\u0144czy\u0142 obiad sw\u00f3j, z zupy i pieczonej kury sk\u0142adaj\u0105cy si\u0119. Siedzia\u0142 przeto S\u0142owacki przy stoliku okr\u0105g\u0142ym na \u015brodku pokoju, ubrany w d\u0142ugie, podszarzane palto i w amarantow\u0105, sp\u0142owia\u0142\u0105 konfederatk\u0119, akcentem wygody na g\u0142ow\u0119 zarzucon\u0105. I m\u00f3wili\u015bmy tak o Rzymie, sk\u0105d w\u0142a\u015bnie \u017ce niezbyt dawno przyby\u0142em do Pary\u017ca; o niekt\u00f3rych znajomych i przyjacio\u0142ach \u2014 o bracie mym Ludwiku, kt\u00f3rego \u015b. p. Juljusz rzewnie kocha\u0142; o \u00abNie-boskiej Komedji\u00bb, kt\u00f3r\u0105 wysoko bardzo ceni\u0142, o \u00abPrzed\u015bwicie\u00bb, kt\u00f3ry mia\u0142 za pi\u0119kne dzieci\u0144stwo\u2026 Tak\u017ce o sztuce, \u017ce wpad\u0142a w mechanizm; tak\u017ce o Chopinie (kt\u00f3ry \u017cy\u0142 jeszcze), a o kt\u00f3rym Juljusz, pokaszluj\u0105c, rzek\u0142 mi: \u00abPar\u0119 miesi\u0119cy temu spotka\u0142em tego moribunda\u2026\u00bb Sam wszelako pierwej od Fryderyka Chopina odszed\u0142 ze \u015bwiata widzialnego, umar\u0142szy.<br>Do pokoiku tego, kt\u00f3ry, jak Juljusz mawia\u0142, \u00abzupe\u0142nie by\u0142by dla szcz\u0119\u015bcia cz\u0142owieka wystarczaj\u0105cym, gdyby nie to, \u017ce w jednej stronie jego k\u0105ty nie s\u0105 zupe\u0142nie proste, \u017ale b\u0119d\u0105c skwadratowanym\u00bb \u2014 do tego, m\u00f3wi\u0119, pokoiku innego dnia wieczorem zaszed\u0142em by\u0142, a Juljusz sta\u0142 przy kominie, fajk\u0119 na cybuchu d\u0142ugim pal\u0105c, jak to u\u017cywa si\u0119 w Polsce na wsi; na kanapie siedzia\u0142 malarz Francuz (kt\u00f3rego Juljusz potem egzekutorem testamentu swego zrobi\u0142), ale ten nie m\u00f3wi\u0142 i milcza\u0142 milczeniem ma\u0142o naturalnem i siedzia\u0142. Nad kominkiem wisia\u0142 bronzowy medal, Juljusza przedstawiaj\u0105cy, kt\u00f3ry jest jedn\u0105 z najpi\u0119kniejszych w tym rodzaju rob\u00f3t Oleszczy\u0144skiego.<br>O Francji, o rewolucji, o rzymskich wypadkach m\u00f3wili\u015bmy \u2014 on naturalnem, ale kolorowanem s\u0142owem i niespodziewanemi obrotami mowy i niekiedy akcentem zrezygnowanego \u017cywota g\u0142\u0119bi\u0105 apostrof filozoficznych, w \u00abMarji\u00bb Malczewskiego napotykanych, przypominaj\u0105cym. Co wszelako niezawsze z wielkiemi jego czarnemi, ognia pe\u0142nemi oczyma i z orjentaln\u0105 skroni\u0105 i z otworami energicznemi nosa orlego sprzymierza\u0142o si\u0119\u2026 Pod koniec rozmowy m\u00f3wi\u0142 mi: \u00abPiersi, piersi nadwer\u0119\u017cone mam, ka\u017c\u0105 mi ju\u017c tylko cukierki je\u015b\u0107, co chwilowo \u0142agodzi kaszel, \u017co\u0142\u0105dkowi zato o tyle\u017c szkodz\u0105c. Przyjd\u017a jeszcze w przysz\u0142ym, w zaprzysz\u0142ym tygodniu, potem\u2026 czuj\u0119, \u017ce niezad\u0142ugo i odej\u015b\u0107 z tego \u015bwiata przyjdzie mi\u00bb. Wyra\u017anie mi to m\u00f3wi\u0142, bawi\u0105c si\u0119 cybuchem fajki swojej, tam i owdzie powoli poruszanym, jak wahad\u0142o zegara \u015bciennego. W nast\u0119pnym tygodniu pospieszy\u0142em znowu zaj\u015b\u0107 do S\u0142owackiego, ale spotka\u0142em kogo\u015b (mo\u017cnaby rzec z uczni\u00f3w jego), kt\u00f3ry ode\u0144 powraca\u0142 \u2014 a by\u0142o ju\u017c ciemno \u2014 i ten powiedzia\u0142 mi: \u00abJutro lepiej zajd\u017a do Juljusza, bo dzi\u015b w\u0142a\u015bnie dlatego wyszed\u0142em od niego, i\u017c niesw\u00f3j jest\u2026\u00bb \u00abJak\u017ce si\u0119 ma?\u00bb pyta\u0142em. \u00abNie wiem\u00bb odpowiedzia\u0142 mi \u00abale tyle ci tylko powiem, i\u017c wedle s\u0142\u00f3w Juljusza bardzo w\u0105tpi o zdrowiu swem i zawzywa\u0142 ju\u017c dzisiaj pomocy i opieki \u015bw. Micha\u0142a archanio\u0142a, tusz\u0105c, \u017ce mu to si\u0142 na jaki\u015b czas u\u017cyczy\u00bb. Te s\u0142owa us\u0142yszawszy, (lubo bez dwuznacznego zadziwienia, bo wiedzia\u0142em, \u017ce S\u0142owacki bardzo religijny by\u0142), na inny dzie\u0144 odwiedziny moje od\u0142o\u017cy\u0142em.<br>Ten inny dzie\u0144 w nast\u0119pnym tygodniu wypad\u0142, ale ju\u017c to o rannej godzinie by\u0142o i by\u0142o to tak, \u017ce, wszed\u0142szy pierwszy, widzia\u0142em cia\u0142o zimne Juljusza, bo w nocy poprzedniej sakramentami opatrzony (list od matki swej, nadesz\u0142y w\u0142a\u015bnie w chwili skonania, odczytawszy), zasn\u0105\u0142 \u015bmierci\u0105 i w niewidzialny \u015bwiat odszed\u0142. Ma\u0142o pi\u0119kniejszych twarzy umar\u0142ego widzi si\u0119, jako by\u0142a twarz S\u0142owackiego, rysuj\u0105ca si\u0119 bia\u0142ym swym profilem na sp\u0142owia\u0142ym dywanie ciemnym, co\u015b z historji polskiej przedstawiaj\u0105cym, kt\u00f3ry \u0142o\u017ce od \u015bciany dzieli\u0142o. Ptaszki zlatywa\u0142y na niepiel\u0119gnowane doniczki z kwiatami; krz\u0105tano si\u0119 oko\u0142o pogrzebu, a pogrzeb ten, jaki by\u0142, to r\u00f3\u017cni r\u00f3\u017cnie opisali. Ja na pogrzebie tym \u017ce\u0144skich istot widzia\u0142em dwie. Jedna z tych rzewnemi \u0142zami zalane by\u0142a, co mi wspomnieniem zosta\u0142o bardzo pocieszaj\u0105cem na wiele dni potem, kiedy liczne pod\u00f3wczas spo\u0142ecze\u0144stwo polskie, w Pary\u017cu bawi\u0105ce si\u0119, odwiedza\u0142em by\u0142 \u2014 bo wiele by\u0142o (jak zawsze \u015bwietnych i niepospolitych) Polek pod\u00f3wczas w Pary\u017cu\u2026 Mam rysunek Juljusza, kt\u00f3ry on w Egipcie rysowa\u0142 z natury, bo pejza\u017ce zw\u0142aszcza rysowa\u0142 wcale dobrze, ale przeci\u0105\u0142em pami\u0105tk\u0119 t\u0119 na dwie cz\u0119\u015bci i jedn\u0105 do albumu osoby z kraju przyby\u0142ej ofiarowa\u0142em, drug\u0105 zostawuj\u0105c sobie \u2014 aby sprawdzi\u0142y si\u0119 s\u0142owa, w \u00abBeniowskim\u00bb napisane, \u00abi\u017c praw\u0105 r\u0119kawiczk\u0119 tw\u0105 zawiesz\u0105 w muzeum jakiem, a o stracon\u0105 lew\u0105 b\u0119d\u0105 skargi!\u2026, ironja bowiem tak nadobnie bezzjadliwa, jako ironja Juljusza, po\u015bmiertelnym bynajmniej wspomnieniom nie zawadza. Owszem, brzmi ona podobnie tym s\u0142owom, kt\u00f3re Filip Macedo\u0144ski przy budzeniu si\u0119 powtarza\u0107 sobie kaza\u0142: \u00abKr\u00f3lu, s\u0142o\u0144ce ju\u017c wschodzi; pomnij przez ca\u0142y dzie\u0144, \u017ce \u015bmiertelnikiem jeste\u015b\u00bb.<br>To za\u015b przypomina mi zupe\u0142nie odr\u0119bn\u0105 rzecz o osobie bynajmniej s\u0142awnej, bynajmniej zas\u0142u\u017conej talentem, prac\u0105 lub cierpieniem; o osobie, kt\u00f3rej nazwiska nawet nie wiem, a narodowo\u015b\u0107 w\u0105tpliwie wiem\u2026 Do\u0142\u0105cz\u0119 to wi\u0119c wspomnienie osoby \u015bmiertelnej, nieznanej mi, niemniej \u015bci\u015ble wierne, z natury wzi\u0119te; czyni\u0119 to za\u015b tem swobodniej, i\u017c na wst\u0119pie zastrzeg\u0142em, co o krytyce, krytykach i stylu ksi\u0105\u017ckowym s\u0105dz\u0119 i tusz\u0119, w tre\u015bci, jako niniejsza, w kt\u00f3rej za ca\u0142y interes w\u0142a\u015bnie uwa\u017cam \u015bcis\u0142\u0105 tylko wiarogodno\u015b\u0107 sprawozdania.<br>Ot\u00f3\u017c \u2014 by\u0142o to w par\u0119 lat po \u015bmierci, powy\u017cej zapisanej. Nie by\u0142em w Pary\u017cu, nie by\u0142em we Francji, ani w Londynie, ani w Anglji, ani w Europie, ani w Ameryce\u2026 By\u0142em na kotwicy na pierwszym wst\u0119pnym pasie oceanu Atlantyckiego pomi\u0119dzy wyspami kredowatej bia\u0142o\u015bci, po\u0142amanemi w \u015bciany prostopad\u0142e. Niedziela by\u0142a, s\u0142o\u0144ce na niebiosach bez chmur, ni\u017cej ciemno, atramentowo, szafirowe ogromne fale, ale cisza taka, \u017ce \u017cagiel \u017caden nie drgn\u0105\u0142, sznur \u017caden niedbale spuszczony nie poruszy\u0142 si\u0119\u2026 Nie widzia\u0142em jeszcze wszystkich os\u00f3b, ekwipa\u017c sk\u0142adaj\u0105cych, a wszystkie dla s\u0142o\u0144ca pi\u0119knego na pok\u0142ad wychodzi\u0142y w\u0142a\u015bnie; siedzia\u0142em na \u0142awce pod masztem wielkim, przy mnie nowy znajomy, \u015bwiat\u0142y m\u0142odzieniec jaki\u015b, z rodu izraelita, z kt\u00f3rym cz\u0119sto mawia\u0142em. P\u0142yn\u0105\u0107 nie mo\u017cna by\u0142o dla zupe\u0142nego braku wiatru i, kiedy si\u0119 dalej pop\u0142ynie, zgadn\u0105\u0107 nie mo\u017cna by\u0142o\u2026<br>Kiedy tak siedzia\u0142em, niesko\u0144czon\u0105 przestrze\u0144 fal przed oczyma maj\u0105c, przewia\u0142a przed nami suknia kobieca, a obok mnie siedz\u0105cy wsp\u00f3\u0142podr\u00f3\u017cnik rzecze mi po francusku: \u00ab\u2026Patrz pan, kt\u00f3ry jeste\u015b artyst\u0105, jaka pi\u0119kna kobieta w\u0142a\u015bnie przesz\u0142a, biednemu pieskowi w t\u0119 wielk\u0105 podr\u00f3\u017c zabranemu mleka na talerzu wynosz\u0105c, w dzie\u0144, w kt\u00f3ry wszyscy cieszyli si\u0119 pogod\u0105 i niedziel\u0105, a to szczeni\u0119 biedne ani wiedzia\u0142o, gdzie i na jak d\u0142ugo zaniepodzia\u0142o si\u0119\u00bb. \u017be nie spojrza\u0142em, jak mi towarzysz radzi\u0142, odpowiedzia\u0142em mu wi\u0119c, jak to si\u0119 m\u00f3wi, kiedy o czem innem w\u0142a\u015bnie my\u015blisz: \u00abW\u0142a\u015bnie, \u017ce dlatego teraz nie p\u00f3jd\u0119 jej oczyma szuka\u0107, kobiety bowiem najpi\u0119kniejsze s\u0105 wtedy, kiedy nie s\u0142ysz\u0105, ani widz\u0105, ani zgaduj\u0105, \u017ce si\u0119 spogl\u0105da na nie. B\u0119d\u0119 wi\u0119c uwa\u017ca\u0142 j\u0105 innym razem, innego razu zobacz\u0119 j\u0105\u2026\u00bb co powt\u00f3rzy\u0142em jeszcze z przyciskiem, aby odmieni\u0107 tok rozmowy. Ale, \u017ce to by\u0142a dziwnie pi\u0119kna osoba (podobno Irlandka), to przecie\u017c i tak, kiedy przesun\u0119\u0142a si\u0119, spostrzec mo\u017cna by\u0142o, bo\u0107 ze stereoskop\u00f3w ju\u017c wyra\u017anie dzi\u015b wiemy, ile to cz\u0142owiek obejmuje wzrokiem mimowolnie, cho\u0107by i nie patrzy\u0142 si\u0119 wprost na przedmiot. S\u0142o\u0144ce potem zasz\u0142o, wiatru nie by\u0142o i ksi\u0119\u017cyc wzeszed\u0142 i podni\u00f3s\u0142 si\u0119, i zasn\u0105\u0142em w kajucie ciasnej, dusznej\u2026 i stra\u017c tylko po mo\u015bcie okr\u0119tu trzymasztowego przechadza\u0142a si\u0119\u2026 Krzyk jaki\u015b rozleg\u0142 si\u0119 w nocy \u2014 jacy\u015b ludzie przybiegli z latarkami \u2014 wielki murzyn, s\u0142u\u017c\u0105cy g\u0142\u00f3wny okr\u0119towy tu i tam przewin\u0105\u0142 si\u0119 po schodach, doktora szukaj\u0105c\u2026 O \u015bwicie ruch by\u0142 jaki\u015b niezwyk\u0142y na okr\u0119cie \u2014 wsta\u0142em i wyszed\u0142em na pok\u0142ad. Ta osoba m\u0142oda i pi\u0119kna, kt\u00f3r\u0105 obieca\u0142em by\u0142 innym razem uwa\u017ca\u0107 i widzie\u0107, nagle umar\u0142a w nocy. Zwyczaj jest, \u017ce w takim razie, przeznaczonym na to czarno-szafirowym \u017caglem, w wielkie bia\u0142e gwiazdy obrzuconym, przykrywaj\u0105 to miejsce, gdzie zw\u0142oki le\u017c\u0105 \u2014 taka plama czerni\u0142a na \u015brodku pok\u0142adu o wschodzie s\u0142o\u0144ca\u2026<br>Tu przychodzi mi na my\u015bl, czy poezj\u0119 t\u0119, co prawdy rylcem \u015bci\u015blej sama si\u0119 w \u017cywotach zapisuje, warto jest dla cynicznego czytelnictwa dzisiejszego pi\u00f3rem z niepami\u0119ci wywodzi\u0107 i okre\u015bla\u0107\u2026 Romans jaki, fantastycznie sk\u0142amany po za\u017cyciu indyjskiego haszyszu, przyjemniejsze i po\u017c\u0105da\u0144sze wra\u017cenie robi!!\u2026<br>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .<br>P\u00f3\u017aniej, p\u00f3\u017aniej, kiedy do Europy powr\u00f3ci\u0142em, Adam Mickiewicz mieszka\u0142 w okolicach placu Bastylji, w gmachu bibljoteki arsena\u0142u, gdzie i bibliotekarzem by\u0142. Miejsce to przepowiedziany przez niego cz\u0142owiek z dynastji Wielkiego Napoleona (dzisiejszy imperator francuski) ofiarowa\u0142 \u015bwi\u0119tej i wiekopomnej pami\u0119ci Adamowi Mickiewiczowi \u2014 miejsce szczup\u0142e, ma\u0142o nawet jako fundusz dla familji licznej poety przynosz\u0105ce, a ofiarowane mu, zdaje si\u0119, dobrze ju\u017c potem, kiedy w dziennikach czyta\u0142o si\u0119, i\u017c profesor Kollegjum Francuskiego, Adam Mickiewicz i ma\u0142o liczni inni odm\u00f3wili przysi\u0119gi na wierno\u015b\u0107 imperatorowi francuskiemu. Oko\u0142o to p\u00f3\u017aniejszych jeszcze tego panowania miesi\u0119cy bibljotekarz do imperatora napisa\u0142 te\u017c Horacjusza j\u0119zykiem od\u0119, niesko\u0144czenie z formy przystaj\u0105c\u0105 do urz\u0119du i miejsca powierzonego mu.<br>Wi\u0119c to kr\u00f3tko przed misj\u0105 na Wsch\u00f3d, na jak\u0105 z bibljotekarstwa uda\u0142 si\u0119 by\u0142 pan Adam, zaszed\u0142em do\u0144, do gmachu bibljoteki arsena\u0142u, gmachu ciemnego, z korytarzami i kamiennemi schodami. By\u0142o to w niedziel\u0119, bo pami\u0119tam, \u017ce ze mszy szed\u0142em i ksi\u0105\u017ck\u0119 ze sob\u0105 mia\u0142em. A szed\u0142em go przywita\u0107, wi\u0119cej ni\u017c kiedykolwiek serdecznie, bo bli\u017cej\u2026 bli\u017cej za\u015b z powodu, i\u017c dochodzi\u0142o mi\u0119 by\u0142o, \u017ce wspomina\u0142 mi\u0119, kiedy w Ameryce zostawa\u0142em; a kiedy tam odp\u0142yn\u0105\u0142em, powiedzia\u0142 tylko komu\u015b: \u00abTo on tak, jakby na p\u00e8re Lachaise pojecha\u0142!\u2026\u00bb co \u017ce zrozumia\u0142em, by\u0142o mi przyjemnie, i\u017c kto\u015b mi\u0119 wspomina\u0142 w Europie i dlatego te\u017c przyjemnie szed\u0142em przywita\u0107 go. Weso\u0142o spojrza\u0142 na mnie i u\u015bcisn\u0105\u0142 i rozmawia\u0142em z nim do zachodu s\u0142o\u0144ca, bo pami\u0119tam, \u017ce czerwono zrobi\u0142o si\u0119 w oknie, kiedy my\u015bla\u0142em odej\u015b\u0107. Pokoik to by\u0142 ma\u0142y z piecykiem dobrze zapalonym, gdzie od razu do razu pan Adam poprawia\u0142 nieco w\u0119gle kijem.<br>Ubrany by\u0142 pan Adam w futerko wytarte, szaraczkowem suknem powleczone, kt\u00f3re, sk\u0105d w Pary\u017cu mo\u017cna by\u0142o dosta\u0107, tej barwy, kraju i pod\u017cy\u0142o\u015bci, pytanie ciekawe \u2014 bowiem by\u0142a to, zdaje si\u0119, kapota, jak\u0105 zagonowa szlachta zim\u0105 nosi w prowincjach, dobrze od Warszawy oddalonych. Wpobli\u017cu wisia\u0142a pi\u0119kna rycina, przedstawiaj\u0105ca \u015bw. Micha\u0142a Archanio\u0142a pod\u0142ug orygina\u0142u, kt\u00f3ry jest u Kapucyn\u00f3w w Rzymie, czy te\u017c pod\u0142ug tego obrazu Rafaela, kt\u00f3ry w Luwrze jest, tego dobrze nie pami\u0119tam. Tak\u017ce Ostrobramska Matka Naj\u015bwi\u0119tsza i Dominikina oryginalny rysunek, komunj\u0119 \u015bw. Hieronima przedstawiaj\u0105cy; jeszcze tak\u017ce rycinka ma\u0142a, z Napoleona I-go przed generalstwem jego portretowana, a pod ni\u0105 dagerotyp m\u0119\u017cczyzny s\u0119dziwego, prosto stoj\u0105cego, w surducie zapi\u0119tym, jak chodz\u0105 francuskie inwalidy \u2014 a by\u0142 to czas w\u0142a\u015bnie pierwszych wojennych krok\u00f3w, ostatniej wojny\u2026 Na biurku za\u015b, od czasu niedawnego dopiero widzialne u pana Adama dwa nied\u017awiedzie pasuj\u0105ce si\u0119 \u2014 odlew z gipsu.<br>To by\u0142o jeszcze przed \u015bmierci\u0105 ma\u0142\u017conki Adama Mickiewicza, po kt\u00f3rej to \u015bmierci i pogrzebie na jakie dwa tygodnie zaszed\u0142em zn\u00f3w do pana Adama o godzinie mo\u017ce dziesi\u0105tej rano i zasta\u0142em go w progu drzwi, wychodz\u0105cego w\u0142a\u015bnie, tak, \u017ce, drzwi kiedy otworzy\u0142em, wpad\u0142em na\u0144 \u2014 wr\u00f3ci\u0142 wi\u0119c na jakie p\u00f3\u0142tory godziny jeszcze, przez kt\u00f3re z nim m\u00f3wi\u0142em, a potem razem te\u017c wyszli\u015bmy, bo mia\u0142 by\u0142 gdzie\u015b i\u015b\u0107 jeszcze onej p\u00f3\u0142torej godziny pierwej. M\u00f3wi\u0142 mi o \u015bmierci \u017cony, szczeg\u00f3\u0142owo, bardzo pogodnie, ma\u0142e zboczenie robi\u0105c: \u017ce nie\u015bwiadomo\u015b\u0107 prawdy tylko daje przera\u017cenie zgonu i rzeczy, \u015bmierci dotycz\u0105cych\u2026 A\u017c, kiedy przy jednej z ulic ja mia\u0142em inaczej obr\u00f3ci\u0107 drog\u0119, a on gdzie indziej i\u015b\u0107, \u015bcisn\u0105\u0142 mi\u0119 za r\u0119k\u0119 i mocnym g\u0142osem rzek\u0142 mi: \u00abNo\u2026 adieu!\u00bb \u017be nigdy ani po francusku, ani tym tonem nie \u017cegna\u0142 mi\u0119 by\u0142, a tyle\u0107 razy rozchodzili\u015bmy si\u0119, przeszed\u0142em potem nieledwie na drugi koniec miasta, i na schody do siebie wst\u0119puj\u0105c, s\u0142ysza\u0142em jeszcze to s\u0142owo \u00ab\u2026Adieu!\u00bb<br>Przypadek zrz\u0105dzi\u0142, \u017ce nie mog\u0142em widzie\u0107 odt\u0105d pana Adama, ani po\u017cegna\u0107 go, kiedy na Wsch\u00f3d wyje\u017cd\u017ca\u0142 \u2014 s\u0142owem, \u017ce to ostatnie by\u0142o ono dziwnie mi pod\u00f3wczas brzmi\u0105ce po\u017cegnanie\u2026 Co, aby ja\u015bniejszem by\u0142o, doda\u0107 trzeba, \u017ce nieboszczyk pan Adam mia\u0142 to do siebie, i\u017c nietylko, co mawia\u0142, ale i jak mawia\u0142, zatrzymywa\u0142o si\u0119 w pami\u0119ci\u2026<br>. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .<br>Przy ulicy Tours de Dames na wzg\u00f3rzu jest dom, do kt\u00f3rego dopiero wszed\u0142szy, rozk\u0142ad schod\u00f3w i fragmenta z gliny polewanej czternastowieczne, florenckie okazuj\u0105, i\u017c powa\u017cnego artysty to mieszkanie\u2026 Tam gdy niedawno wszed\u0142em by\u0142 \u2014 a potem na najwy\u017csze pi\u0119tro do atelier p. Delaroche\u2019a, wielki artysta raczy\u0142 mi pokaza\u0107 ostatni obraz sw\u00f3j, w\u0142a\u015bnie \u017ce sko\u0144czony. By\u0142a to rzecz wielko\u015bci du\u017cego p\u00f3\u0142arkusza, malowana na drzewie. \u2014 W zau\u0142ku Jerozolimskim dawa\u0142o si\u0119 wi\u0119cej czu\u0107, ni\u017c widzie\u0107 przez podobn\u0105 do okna szczelin\u0119, i\u017c cz\u0142owiek, kt\u00f3rego zwano Mistrzem, Rabbim, Mesjaszem, Kr\u00f3lem i Prorokiem, i uzdrawiaj\u0105cym, pewnym lekarzem, a kt\u00f3ry by\u0142 Chrystus, syn Boga \u017cywego, w\u0142a\u015bnie \u017ce jest wzi\u0119ty przez stra\u017ce i prowadzony od urz\u0119du do urz\u0119du, a mo\u017ce w\u0142a\u015bnie na g\u00f3r\u0119 trupich g\u0142\u00f3w. Piotr \u015bw., najbli\u017cej okna owego stoj\u0105c porywa si\u0119, jak cz\u0142owiek, szabli szukaj\u0105cy, a Jan \u015bwi\u0119ty, na piersiach k\u0142ad\u0105c mu r\u0119ce swe, uspokaja ksi\u0119cia aposto\u0142a i sam zan, przeze\u0144 czuwaj\u0105c, w okno patrzy.<br>Ta grupa jest przy \u015bcianie okna, po niej ust\u0119p, jak w Stabat Mater ust\u0119py strof; dalej kl\u0119czy Matka Naj\u015bwi\u0119tsza, jak si\u0119 kl\u0119czy przed o\u0142tarzem w ko\u015bciele, kiedy jest wystawienie Naj\u015bwi\u0119tszego Sakramentu; za ni\u0105 ust\u0119p znowu i grupa \u015bwi\u0119tych niewiast w katakumbowej jakiej\u015b architektury cieniach\u2026 Oto obraz ca\u0142y z m\u0119ki Pa\u0144skiej, w kt\u00f3rym osoby Zbawiciela widocznej niema, ale jest ona tylko w gamie wyraz\u00f3w twarzy os\u00f3b, m\u0119k\u0119 Pa\u0144sk\u0105 widz\u0105cych, wyra\u017cona.<br>Wielce uradowany, i\u017c jest przecie na \u015bwiecie artysta, patrzy\u0142em na ten male\u0144ki obrazek, a \u017ce \u015b. p. Delaroche (tak, jak bywa\u0142o kiedy\u015b Ary Scheffer) raczy\u0142 mi pozwala\u0107, abym, ogl\u0105daj\u0105c utwory jego, m\u00f3wi\u0142 wszystko, co mi si\u0119 zdaje, ja za\u015b na tym ju\u017c stopniu stoj\u0105cym artystom nie mniemam, aby inaczej si\u0119 m\u00f3wi\u0142o, d\u0142ugo wi\u0119c my\u015blenie moje okre\u015bla\u0142em w s\u0142owach \u015bci\u015ble wiernych. I sko\u0144czy\u0142em na tem, \u017ce s\u0105dz\u0119, i\u017c obraz taki nast\u0119pstwa swoje mie\u0107 powinien i \u017ce sam jeden oderwanie wzi\u0119ty niepe\u0142n\u0105 jest rzecz\u0105, na co mi p. Delaroche odpowie: \u00abTrzy w\u0142a\u015bnie takie robi\u0107 chc\u0119, aby to sformowa\u0142o trylogj\u0119\u2026\u00bb Potem pokaza\u0142 mi jeszcze portret Thiersa, wyborny pod wszelkim wzgl\u0119dem, i, zn\u00f3w do ma\u0142ego obrazka powr\u00f3ciwszy, rzek\u0142 mi tonem \u017cegnalnym (bo w\u0142a\u015bnie kto\u015b nadchodzi\u0142 jeszcze): \u00abTak, trzy dopiero obrazy tego rodzaju, razem wzi\u0119te, oka\u017c\u0105 ca\u0142o\u015b\u0107\u2026\u00bb i, par\u0119 krok\u00f3w ku drzwiom ze mn\u0105 robi\u0105c, po dwakro\u0107 doda\u0142: \u00abSkoro tylko dwa inne obrazki zrobi\u0119\u2026 poka\u017c\u0119 je panu \u2014 poka\u017c\u0119 je\u00bb, co zwyk\u0142 by\u0142 okre\u015bla\u0107 dobitnie, bo nie eksponowa\u0142 publicznie dzie\u0142 swoich, ani nieka\u017cdemu je pokazywa\u0142, zw\u0142aszcza od niejakiego czasu\u2026 Odt\u0105d nie widzia\u0142em ju\u017c pana Delaroche\u2019a, w kt\u00f3rego \u015bmierci ostatni promyczek Leonarda da Vinci mrokiem si\u0119 okry\u0142\u2026<br>Dowiadywa\u0142em si\u0119, czy dwa inne obrazki zacz\u0119te by\u0142y przed \u015bmierci\u0105 wielkiego artysty, ale nie\u2026 Mo\u017ce w szkicach\u2026<br>\u2217 \u2217<br>\u2217<br>Rzeczy, tu opisane, \u00abCzarnemi kwiatami\u00bb zw\u0119; wierne s\u0105, jak podpisy \u015bwiadk\u00f3w, kt\u00f3rzy, pisa\u0107 nie umiej\u0105c, znakami krzy\u017ca, niekszta\u0142tnie nakre\u015blonego, podpisuj\u0105 si\u0119. Kiedy\u015b w literaturze, kt\u00f3r\u0105 mo\u017ce zobacz\u0119 innym razem, pisma takie nie b\u0119d\u0105 dziwnie wygl\u0105da\u0142y dla szukaj\u0105cych powiastek czytelnik\u00f3w. S\u0105 bowiem powie\u015bci i romanse i dramy i tragedje w \u015bwiecie niepisanym i nieliterackim, o kt\u00f3rych si\u0119 naszym literatom ani \u015bni\u0142o, ale te okre\u015bla\u0107 czy warto\u2026 ju\u017c?\u2026<\/p>\n\n\n\n<p><em>1856 r.<\/em><\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>\u2026Mo\u017cnaby ciekawe w tym wzgl\u0119dzie rzeczy tu zapisa\u0107, ale zaraz wstr\u0119t cofa pi\u00f3ro i przychodzi na my\u015bl zapytanie, czy warto!\u2026 Przy poj\u0119ciach albowiem wsp\u00f3\u0142czesnych o czytelnictwie i o tw\u00f3rczo\u015bci pi\u015bmiennej zatracone jest prawie uczucie, kiedy pisarz stara si\u0119 unikn\u0105\u0107 stylu, przez uszanowanie dla rzeczy opisywanej, a z siebie samej zupe\u0142nej i zajmuj\u0105cej; kiedy za\u015b przeciwnie, [&hellip;]<\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"parent":0,"menu_order":0,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","template":"","meta":[],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/1400"}],"collection":[{"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages"}],"about":[{"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/types\/page"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=1400"}],"version-history":[{"count":1,"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/1400\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":1402,"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/pages\/1400\/revisions\/1402"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/paryskiesalonyromantykow.pl\/index.php\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=1400"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}